Ale jest dobrze :-) Niedługo zakończenie edukacji :-) wiosna mam nadzieję też niedługo przybędzie.
Czy ja chodzę, czy też leżę albo nawet siedzę uśmiecham się jak głupi do sera, wszystko ma różowy kolor, we wszystkim widzę pozytywy. Długo takiego stanu nie czułam i było mi z tym źle. Teraz wróciłam do siebie. Nie wiem czyja to zasługa, może zmieniającej się pogody, może Jego a może po prostu ciągłe marudzenie, narzekanie i stękanie mi się znudziło ;-) Jeszcze niedawno nie umiałam zmieścić tygodnia w jednym dniu, teraz umiem ;-) i jeszcze mam dużo czasu dla siebie.
Grunt to dobra organizacja. Wszystko sobie ładnie zaplanuję, zapiszę co mam zrobić, co dokończyć i trzymam się tego. Jest o wiele łatwiej. Nie tracę czasu na rzeczy niepotrzebne, ustalam kolejność załatwiania wszystkiego. I jest pięknie :-)
Brakowało mi tego optymizmu na co dzień. Nie lubiłam siebie za te smutne miny, zmęczone oczy, za warczenie na wszystkich za byle co. To było okropne. Czułam, że to nie ja. Teraz jest mi o wiele łatwiej wszystko ogarnąć. :-) Jak patrzę w lustro uśmiecham się i mogę z czystym sumieniem powiedzieć sobie, że wszystko idzie tak jak powinno. :-)
Niedługo minie miesiąc. I z biegiem czasu coraz bardziej wariuje. Na początku przyjęłam wiadomość, że niczego mi nie może obiecać ze spokojem, zrozumieniem, ale teraz jest mi z tym ciężko. Ja mogę naprawdę dużo zrozumieć, że nauka, że późne powroty do domu z uczelni itp. Tylko jak długo to jeszcze zniosę? Nie wiem... Dzisiaj byłam pełna nadziei, że uda się nam spotkać, ale niestety nie. Byłam zła, smutna, wściekła ale jednocześnie rozumiałam, że ma ważniejsze sprawy (o ile można to tak nazwać). Czy poprzez utrzymywanie znajomości na odległość może rozwinąć się coś więcej? Wątpię... Spotkania są raczej bardzo sporadyczne. Już sama nie wiem co o tym myśleć. Czy on by chciał, żeby coś z tego wyszło, czy nie...
Dlaczego ja zawsze ma z tym problemy? Najpierw to ja byłam zainteresowana kimś a on raczej nie chciał nic więcej prócz zwykłej znajomości, potem inny koleś był zainteresowany mną a ja nim nie, a teraz? A teraz to ja nie wiem kto tu kim jest zainteresowany i kto tu chce czegoś więcej...
Myślę o Nim 24 godziny na dobę, śni mi się, jak długo nic do mnie nie napisze nie umiem sobie miejsca znaleźć. Chciałabym się przytulić, poczuć jego zapach. Nie wiem czy to są oznaki zakochania, zauroczenia czy może chęci bycia z kimś. Chociaż nie, to ostatnie to raczej odpada.
Raz już się zakochałam (niestety bez wzajemności) czy jest szansa, że zakocham się jeszcze raz tak samo. Czy taka prawdziwa miłość zdarza się tylko raz w życiu? Z jednej strony boję się mu powiedzieć o swoich uczuciach, bo mogę go odstraszyć, może poczuć się osaczony i mogę Go stracić, a z drugiej strony jak mu nie powiem to nie będę wiedziała czy mam na co czekać, czy warto czekać... Tak źle i tak nie dobrze.
Pozostaje mi tylko uzbroić się w cierpliwość i jeszcze przez jakiś czas to znieść. To będzie straszny ból, ale wytrwam.
Burdel w mej głowie...
Tak sobie ostatnio wspominałam jak to się moja przyjaźń z Pesymistką zaczęła. Kurczaczek to będzie już jakieś 7 lat. Ładny staż :-) dziękuję :-) szczęśliwa siódemka, bez kłótni, sporów. O kurczę naprawdę nie było między nami przez te lata żadnego spięcia, ani razu się nie kłóciłyśmy :-) czy ktoś jeszcze tak potrafi? Dobrałyśmy się idealnie. I wiem, że to jest przyjaźń aż po grób.
Byłyśmy, jesteśmy, będziemy :-)
"Przyjaźń jest piękna, piękniejsza od słońca, lecz tylko wtedy gdy trwa do końca"
Jeeee :*
Wczorajsze walentynki przespałam ;-) ale po świetnej sobotniej imprezie to wcale nie jest dziwne. Wybawiłam się za wszystkie czasy. Nie potrzebie też tak się stresowałam, wszystko się udało. Partner był cudowny ;-) sprawdził się pod każdym względem :D Mogłabym powtórzyć tą noc choćby zaraz.
Wszystko wygląda kolorowo. Oszalałam, jestem szczęśliwa. Wszystko się wyjaśniło, serduszko też jest już spokojne. Teraz będzie już tylko lepiej. Spokojnie mogę żyć z dnia na dzień, bez stresu, nerwów, załatwiania spraw. W końcu zacznę zajmować się sobą i swoim życiem. Mogę nadrobić zaległości i spotkać się ze znajomymi. Więcej czasu będę mogła poświęcić rodzinie (babcia się stęskniła, ja też). Naprawdę spadł mi kamień z serca.
Rozmawiałam z Niebieskim wiem, że nie mogę naciskać. Opowiedział mi o swoich obawach. To była bardzo szczera rozmowa. Teraz wiem na czym stoję. Niczego nie obiecywał, ale powiedział, że będzie się starał. Mówiłam sobie, że będę walczyć ze swoimi uczuciami i o osobę, którą obdarzę jakimś głębszym uczuciem i zdania nie zmienię! Też będę się starać, żeby utrzymać z nim jak najlepsze stosunki, będę dbać o tę znajomość. Tym bardziej, że teraz jest wszystko na najlepszej drodze nie mogę tego zawalić. Nie przeżyłabym kolejnego rozczarowania, kolejnej porażki. To by była kompletna załamka.Więc nie mogę pozwolić aby to się tak zakończyło. Już raz się poddałam i bardzo źle na tym wyszłam. Nie popełnię tego samego błędu!
Stęskniłam się za Aśką, nie ma z nią żadnego kontaktu, nie odpisuje na sms-y (jak to ona pewnie nie ma nic na koncie) nie ma tam neta. Nie wiem jak jej tam jest, czy jej się tam podoba... Niech już wraca...
"Ze szczęściem czasami bywa tak jak z okularami, szuka się ich, a one siedzą na nosie"
Czy to szczęście było tak blisko mnie, że ja tego nie dostrzegałam? Heh... Szkoda, że tak późno to zrozumiałam. Uciekło mi tyle radości.
:-) :-) :-)
Mnie zżera! Za niecałe 4 godziny rozpocznie się impreza. Nie mogę jeść taki mam ściśnięty żołądek... Boję się czy wszystko wyjdzie tak jak jest zaplanowane, czy będę ładnie wyglądać (to chyba ma każda kobieta przed jakim kolwiek wyjściem), czy nie palne jakiejś głupoty i jest jeszcze dużo takich czy... Najpierw nie mogłam się doczekać a teraz chcę żeby było już po wszystkim. Kolejnym pocieszeniem jest to, że w końcu skończy się szaleństwo. Nadejdzie od dawna wyczekiwany odpoczynek :-)
Dobra, najwyższy czas ogarnąć się do końca...
Żebym tylko wszystko wzieła...
BAWIMY SIĘ! :-)
I skończy się intensywne życie. Marzę tylko o odpoczynku, o chwili dla siebie. Jak do tej pory robiłam wszystko dla innych a teraz chcę coś zrobić dla siebie. Budządz się rano chcę wiedzieć, że nigdzie sie nie muszę spieszyć, niczego załatwiać i martwić się czy mi czasu starczy na wszystko. Chę zasypiać z myślą, że to co miałam to zrobiłam. W dzień chcę się cieszyć, żartować, rozmawiać poprostu żyć spokojnie. Czy to tak dużo? Wydaje mi się, że nie. Zwłaszcza po tych intensywnych tygodniach należy mi się odpoczynek.
Małymi kroczkami zmierzam ku końcowi. Coraz bliżej jestem dnia, w którym skończy się pośpiech, gonitwa, zamęt i zdenerwowanie. Czekam na ten moment z utęsknieniem od połowy stycznia.
No i postawiłam na swoim. Było polecenie - wysłać zdjęcia do tej godziny, tego dnia i koniec. Jak od kogoś nie dostanę to już później nie przyjmuje! Nie interesuje mnie to czy ktoś będzie miał później do mnie pretensje. W końcu to są dorośli ludzie, muszą być odpowiedzialni a nie zachowywać się jak dzieci. Za lenistwo, głupotę i zaniedbanie trzeba zapłacić!
Kumpela wyjechała na dwa miesiące. Wyjeżdżała załamana. Pojechała do pracy, do mamy za granicę. Niestety nie udało jej się zabrać ze sobą swojego chłopaka. Na samym początku miał z nią jechać. Luby miał już bilet, byli szczęśliwi, że pojadą razem. Dzień przed wyjazdem okazało się, że jest tylko jedno wolne miejsce pracy. Pojechała tylko ona. Jak mi jest jej żal. Te smutne oczy, uśmiech na siłę... cały czas mam przed oczami ten obraz. Pocieszałam ją jak mogłam, szukałam pozytywów... na chwilę pomagało... Ale perspektywa tego, że ona będzie tam a on tu sprawiła, że czuła się jakby jechała na zesłanie... =(
Mam tylko nadzieję, że wpadnie w wir pracy i nie będzie myślała - co by robiła jakby on tu był? Jak by to było...
Wytrzyma te dwa miesiące! Musi! Przeżywałam to razem z nią i cały czas myślę jak jak ona to wytrzyma... Jak wracałam do domu to płakać mi się chciało, że zostawiłam ją tam samą.
Zastanawiałam się co ja bym zrobiła. Pewnie ciężko, cholernie ciężko było by mi się pożegnać ale dwa miesiące to nie wieczność, szybko by zleciały... Pojechałabym.. Pewnie tak jak ona z ogromnym bólem serca....
Dlaczego musimy stawać przed podjeciem trudnych decyzji? Dlaczego nie może być tak jak byśmy chcieli? Czy zawsze musi być pod górkę? Czy nie lepiej żyje się gdy wszystko układa się po naszej myśli, gdy jesteśmy uśmiechnięci?... Dlaczego los sprawia nam takie psikusy?
Takie zdanie usłyszałam o sobie z ust kolegi.
Cokolwiek miało to znaczyć bardzo mi się podobało. Znaczy to, że jestem inaczej postrzegana przez facetów. Może coś w tym jest... Jak patrzę na koleżanki, które obrażają się na swoich chłopaków o byle co to aż mi się chce śmiać.
Ja bym nie umiała "strzelić" focha dlatego, że mój chłopak żartuje sobie z jakąś koleżanka. Była też taka sytuacja, gdzie koleżanka obraziła się na swojego lubego bo najpierw przywitał się z kumplem...
Jeja czy to jest jakaś różnica, która będę w kolejności? Przecież nie liczy się to czy będę pierwsza czy dziesiąta tylko to w jaki sposób się ze mną przywita =)
Chyba, że ja tego nie rozumiem!?
Jak można obrazić się na osobę, którą się kocha dlatego, ze pójdzie na urodziny kumpla beze mnie (ja nie mam ochoty)
Ja bym go jeszcze ubrała i buziaka na pożegnanie dała. Niech się dobrze bawi!
Może patrzę na to w ten sposób, bo sama nie lubię być ograniczana...
Ludzie wpadają na "genialne" pomysły, a teraz ja muszę stawać na rzęsach, żeby udało się wszystko dopiąć na ostatni guzik! Ale nie!!! Koniec!!! To jest ostatni raz!! obiecuję!! Bo to do niczego nie prowadzi, a tylko niepotrzebnie się denerwuje.
To tak na marginesie, a kończąc motyw, że jestem z tych innych... Jeśli mój chłopak miałby mnie powstrzymywać przed zrobieniem czegoś na co mam ochotę to ja dziękuje. Ja chcę iść do kina a on nie to i tak pójdę. Albo jestem jakaś chora???
wolę być zupełnie sam, niezdarnie tańczyć na granicy zła i nawet stoczyć się na samo dno,
czasami wolę to niż czułość waszych obcych rąk"
Chcę odetchnąć!
Jak nie mam nic do roboty to nie mam, a jak się zwali to wszystko naraz. Organizacja imprezy, zbieranie kasy, listy, nauka, porządki... Mogę tak wymieniać i wymieniać. Ze wszystkim jestem sama. Jak ktoś chce mi pomóc to robi jeszcze większy bałagan. Sama muszę wszystkiego dopilnować. Kiedyś mi się to podobało, to był znak, że ludzie mi ufają i wiedzą, że ich nie zawiodę. Teraz chcę się od tego odciąć, ale jest już za późno. Wszyscy się nauczyli, że jak trzeba coś załatwić to ja to zrobię.
Wiele razy mówiłam sobie: dziewczyno trochę asertywności... ale jak pomyślę, że i tak będę musiała to naprawić to wolę powiedzieć "dobrze zrobię. pomogę" itp.
Mam nadzieję, że trochę zmniejszę obroty po 14.02. Będzie już chyba mniej obowiązków na mojej biednej główce...
"niczego nie będzie żal...
jestem, ledwo zaczął się tydzień a ja już mam wszystkiego po wyżej uszu... Moje akumulatorki się dzisiaj maksymalnie wyładowały. Jak dobrze, że jest już wieczór. Tylko sen pozwala mi nabrać sił na kolejny dzień, a kłaść się będę z myślą, że wszystkiego nie zrobiłam, nie umiem, nie ogarnęłam itp. ale brak sił jest silniejszy. Oczywiście ten czas, który spędzam na pisaniu tych zdań mogłabym poświęcić np. na pisanie pracy ale pffe... teoria a praktyka. Wszystko jest ciekawsze niż zajęcia obowiązkowe ;-) potem za to się płaci, ale czy to aby pierwszy raz?
Jutro kolejny męczący, długi dzień. Zacznę go jak zwykle o 5:45 i zakończę pewnie przed 23. I jak ja nie ma uwielbiać weekendów? Już w niedzielę wieczorem marzę o piątkowym popołudniu :-) I chociaż nie dzieję się nic ciekawego przez te dni to myśl, że nie muszę wstawać skoro świt i że nie muszę wykonywać wielu męczących czynności sprawia, że czuję się znakomicie :-)
Coś zaczyna mnie łamać w kościach, ledwo wyszłam z jednego przeziębienia a już (nie daj Boże) szykuje się nowe? Nie dam się! Zaaplikuję tabletki, herbatkę i będę walczyć ;-)
Chociaż na dworze kosmicznie zimno to w serduszku robi się gorąco ;-) i na twarzy po mimo zmęczenia pojawia się uśmiech gdy na ekranie mojego telefonu pojawia się sms od T. :-) Jeszcze zacznę wierzyć, że wszystko się zacznie układać...
oszalałam ;-)
Będę bardzo niegrzeczna i nie zacznę od przedstawiania mojej skromnej osoby, na wszystko przyjdzie czas. Zaczęłam pisać tutaj, bo skończył mi się mój pamiętnik w formie zeszytu a poczułam potrzebę wylania moich uczuć, odczuć i nurtujących mnie rzeczy.
Dzisiaj jest mi tak, tak cicho i spokojnie. Już nie bije się z myślami co by było gdybym walczyła i powiedziała to co czułam. Ja się poddałam i już się z tym pogodziłam. Muszę zacząć od nowa. Jednak to doświadczenie (o ile można to tak nazwać) nauczyło mnie, że trzeba walczyć o swoje uczucia. Teraz na pewno nie popełnię tego błędu drugi raz i będę mówiła co czuję. Tylko czy ja jeszcze kiedyś to poczuje, czy takie uczucie zdarzy się jeszcze raz? Może będzie mi ciężko bo teraz mam w pamięci tylko jeden obraz. Ale wiem, że to jest tylko moja wina i albo czas wszystko wyleczy albo naprawdę poczuję to uderzenie.
Nie wiem dlaczego dzieje się tak, że jak ja chce to druga osoba nie, a jak ja nie chce to tamta osoba chce. To mi strasznie komplikuje życie...
Ja sobie ze wszystkim poradzę, zawsze sobie radze to teraz też.
heh, moje jakże często wypowiadane zdanie. I rzeczywiście tak jest. Radzę sobie, bo nie mam innego wyjścia. Chociaż czasami (a ostatnio często) potrzebuję silnego oparcia, to nie załamuję się, biorę trzy głębokie oddechy albo policzę do dziesięciu i włączam to moje pozytywne myślenie...
Alleluja i do przodu!!
e-blogi.pl [załóż bloga!] subskrybuj [zamknij reklamy] |